sfera dialogu

Intuicja i głos ciała, czyli jak żyć w zgodzie z jedzeniem?

Rozmowa z psychodietetyczką, Joanną Białas.

15 luty 2021 • 1 minut czytania

Czasem zaczyna się tak, że czujesz wyrzuty sumienia lub boisz się wyjść na miasto, bo przeraża Cię wizja spontanicznego posiłku w restauracji. Takiego, nad którym nie będziesz mieć kontroli. Lub na odwrót – jedzenie staje się głównym źródłem przyjemności, która pochłania większość Twojej uwagi. Czy istnieje zatem coś takiego jak normalny stosunek do jedzenia? Zadajemy to pytanie Joannie Białas, która oprócz regularnej praktyki psychodietetyka otwarcie opowiada o własnych doświadczeniach z bulimią na Facebooku i Instagramie.

Czy jedzenie rządzi naszym życiem?

Joanna Białas: I tak, i nie. Oglądałam kiedyś nagraną rozmowę z osobą, która zmagała się z kompulsywnym objadaniem się. Podsumowała to słowami, iż najtrudniejszym uzależnieniem jest uzależnienie od jedzenia, bo o ile palenie papierosów czy picie alkoholu nie jest fizjologiczną koniecznością, jedzenie jest nam po prostu potrzebne do życia.

Oprócz funkcji fizjologicznej jedzenie pełni jednak więcej ról.

J.B: Jedzenie ma ważną rolę społeczną. Towarzyszy nam podczas uroczystości, łączy nas z ludźmi. Może też pełnić funkcję ,,techniczną” w przypadku osób, które trenują sport i potrzebują konkretnego odżywienia. Dochodzi do tego funkcja rozładowywania emocji, która pojawia się w przypadku osób z zaburzeniami odżywiania.

Każdy z nas jest inny i postrzega rolę jedzenia nieco inaczej. Dla osób, które są niejadkami, będzie ono pełniło tylko funkcję odżywczą. Ale są osoby, które traktują jedzenie jako przyjemność lub rytuał religijny. Nasz stosunek do jedzenia to efekt wielu czynników – relacji rodzinnych, komunikatów odbieranych z mediów, trendów żywieniowych, naszych emocji – strachu przed jedzeniem, restrykcyjności.

Jedzenie wiąże się w wielu przypadkach ze skrajnymi emocjami.

J.B: Objawem emocjonalnego stosunku do jedzenia jest na przykład powiązanie go z przyjemnością w formie całodziennego oczekiwania na jeden posiłek. Mogą mieć na to wpływ także wydarzenia z przeszłości. Jeśli na przykład w dzieciństwie w domu brakowało pożywienia, w przyszłości może to przekładać się na odczuwanie zagrożenia związanego z jego brakiem. Podobnie dzieje się, gdy przechodzimy na niskokaloryczną dietę – po pewnym czasie „rzucamy się na jedzenie”. Oczywiście opisuję te sytuacje skrótowo, ale ilustrują one pewien mechanizm, który pobudza intensywne emocje.

Czy nasz stosunek do jedzenia to w pewnym stopniu odbicie relacji, jakie mamy z innymi ludźmi?

J.B: Może tak być. Widać to bardzo wyraźnie u osób chorujących na anoreksję, u których ograniczanie jedzenia jest formą kary czy reakcją na problemy rodzinne. Z drugiej strony, jak już wspomniałam, wszelkiego rodzaju uroczystości i rytuały koncentrują się w naszej kulturze wokół jedzenia i mogą sprzyjać tworzeniu więzi z ludźmi.

Wspomniałaś o czynnikach takich jak relacje, trendy, przekaz medialny. Współtworzą one nasze nawyki żywieniowe, ale u wielu osób przychodzi w życiu taki moment, w którym chcą je zmienić, co okazuje się bardzo trudne.

J.B: Podstawową przyczyną może okazać się brak wiedzy i świadomości pewnych procesów. Nie rozróżniamy tego, co nam służy, a co nam szkodzi. Kiedy już posiądziemy tę wiedzę, kolejnym krokiem jest podjęcie decyzji i w tym momencie często pojawiają się wątpliwości. Jeśli jednak już się zdecydujemy, mamy przed sobą następne wyzwanie – planowanie zmiany i działań. Często bywa tak, że stawiamy sobie zbyt wysokie oczekiwania względem tego, co powinniśmy poprawić. Osoba, która całe życie jadła fast food i nagle postanawia odżywiać się zdrowo, może poczuć duży dyskomfort związany z tym, że brakuje jej pewnego smaku. Jeśli ten stan będzie nasilony przez dłuższy czas, mogą pojawić się intensywne myśli o jedzeniu tych produktów, co z kolei może prowadzić do ,,napadu’’ i zjedzenia danego typu produktu w znacznie większej ilości. Takie zmiany są po prostu zbyt gwałtowne i radykalne, przez co bardzo szybko się poddajemy i wracamy do starych nawyków.

Kiedy już uda nam się zaplanować działanie krok po kroku, może dojść do chwili załamania i utraty motywacji. W takim momencie wszystko zależy od nas – albo ten moment przetrwamy, albo zrezygnujemy. Warto wówczas przypomnieć sobie o tym, co stoi za naszym postanowieniem, jaki jest nasz cel. Pozwolić sobie na chwilę przerwy, oddechu. Według badań stopniowa zmiana nawyków może zająć około 60–65 dni. To bardzo indywidualna kwestia i trzeba zdawać sobie z tego sprawę, planując zmianę.

Czy to dlatego brak kontroli nad jedzeniem stał się w naszej kulturze symbolem porażki?

J.B: Podchodząc do procesów zmian w naszym życiu, często zdarza się, że traktujemy je zero-jedynkowo. Decydujemy się przejść na dietę i podchodzimy do tego w sposób bardzo ambicjonalny. Robimy to w tempie, za którym nie jesteśmy w stanie nadążyć. Wyłamanie z diety traktujemy jako porażkę, a problem polega na tym, że powinniśmy relatywizować sobie nasze własne postanowienia w tej sferze. Sami narzucamy sobie tak surowy rygor, często nie akceptując tych porażek, z których tak naprawdę moglibyśmy wyciągnąć wnioski i iść dalej.

Ten rygor jest jednak efektem ubocznym społecznej obsesji na punkcie jedzenia.

J.B: Myślę, że ona stopniowo przechodzi. Trzy, cztery lata temu mieliśmy boom na diety, w wyniku coraz większego dostępu do porad dietetyków – choćby na Instagramie. Laktoza była zła, gluten był zły. Nadal jesteśmy zalewani różnymi informacjami, ale mam wrażenie, że są one szerzej weryfikowane i komentowane przez specjalistów. Pojawia się też coraz więcej ruchów w duchu „body positive”, które promują zupełnie inny kanon, a przy tym luźniejsze podejście do diet i jedzeniowych trendów. Warto przy tym pamiętać, że w kwestii jedzenia każdy powinien znaleźć swoją drogę i zdefiniować własne potrzeby.

Jednak w przypadku zaburzeń odżywiania określenie prawidłowego stosunku do jedzenia staje się bardzo trudne. Wtedy z pomocą przychodzą terapia i psychodietetyk. Na czym polega różnica w ich praktyce?

J.B: Dietetyk posiada wiedzę, która pozwala mu stworzyć odpowiedni plan żywienia, także w zaburzeniach odżywiania. Natomiast psychodietetyk zahacza również o tematy stricte psychologiczne związane z jedzeniem. Psychodietetyk nie jest psychologiem i nie przeprowadzi pełnej psychoterapii, ale specjalizacja ta pozwala mu stosować odpowiednie techniki, które ułatwiają pacjentowi wprowadzać zmiany żywieniowe.

Czyli równolegle z pracą psychodietetyka konieczna jest też terapia.

J.B: Sam psychodietetyk nie wyleczy z zaburzeń odżywiania. Podstawą leczenia jest psychoterapia. Czasem przyjmuję osoby, które nie były jeszcze u terapeutów, i zaczynam od rozmowy na temat źródeł problemu. W zależności od tego, czy dostrzegam objawy zaburzeń odżywiania, czy po prostu niepoukładanych relacji z jedzeniem, odsyłam pacjenta do psychologa lub innego specjalisty.

Jak dokładnie wygląda praca, którą wykonujesz z pacjentem z zaburzeniami odżywiania?

J.B: Przebieg takiej współpracy jest bardzo indywidualny i zależy od tego, jak dawno pojawiły się objawy, jakie jest ich nasilenie oraz jak przebiega leczenie. Na początku interesuje mnie cała historia pacjenta i potencjalne przyczyny zaburzeń. Po wstępnej rozmowie poznaję historię kliniczną pacjenta – czy uczęszcza na terapię, czy był hospitalizowany lub prowadzony przez lekarza psychiatrę. W zależności od jednostki chorobowej ustalamy, czy będzie to praca na zasadzie planu żywieniowego, jadłospisu, jedzenia intuicyjnego ze wsparciem psychodietetyka. W przypadku anoreksji te kroki będą bardziej określone, a w bulimii – bardziej intuicyjne.

Intuicyjne jedzenie brzmi jak ideał! Na czym to polega?

J.B: To nie takie proste, ponieważ w zaburzeniach odżywiania często mierzymy się z zaburzonym poczuciem głodu i sytości. W teorii polega to na tym, aby słuchać swojego organizmu i rozróżniać momenty, w których czujemy głód, sytość i ochotę na dany pokarm, przy zachowaniu samokontroli i rozsądnych porcji, pozostawiając również przestrzeń na jedzenie produktów, które w pewnym momencie pacjent określał jako ,,zakazane”. Intuicyjne jedzenie ma nas uwolnić od wyrzutów sumienia czy kompensowania sobie braków jedzenia oraz ustabilizować nasze normy żywieniowe.

Czyli każdy z nas, aby popracować nad prawidłowym stosunkiem do jedzenia, powinien ustalić obiektywne normy. Co powinniśmy wziąć pod uwagę, opracowując indywidualne standardy?

J.B: Wiek, wagę, wzrost, płeć, aktywność fizyczną. To podstawa, która pozwoli nam obliczyć zapotrzebowanie na kalorie. Pamiętajmy jednak, że to umowna liczba, w której musimy dodatkowo uwzględnić podział na makro- i mikroskładniki, odpowiednią ilość witamin i minerałów. Chodzi o to, aby zbilansować posiłki i sprawić, aby jedzenie było funkcjonalne. To oczywiście teoria i podstawa żywienia, jeśli natomiast mówimy o prawidłowym stosunku do jedzenia, musimy wziąć także pod uwagę swobodę w jedzeniu. Jeśli mamy ochotę na snickersa, możemy go po prostu wpisać raz na jakiś czas w bilans energetyczny i zjeść bez wyrzutów sumienia, nawet jeśli nie wpisuje się idealnie w nasz jadłospis.

W zaburzeniach odżywiania dochodzi często do trywializowania własnych objawów. Osoby chorujące uznają je za nieistotne lub wstydliwe. Wydaje nam się, że warto jest określić pewien sygnał alarmowy, który wskazuje, że musimy zwrócić się po pomoc.

J.B: W zaburzeniach odżywiania kryteria diagnostyczne są bardzo wąskie, dlatego uważam, że diagnoza nie jest najważniejsza. Istotne jest to, co obserwujemy w swoim życiu, co mówi nasze ciało. Kiedy więc warto zwrócić się po pomoc? Kiedy czujemy, że nasze życie kręci się wokół jedzenia, liczenia kalorii, sprawdzania składów produktów. Kiedy tracimy spontaniczność i nie jesteśmy w stanie wyjść na miasto i zjeść coś na zewnątrz z przyjaciółmi. Kiedy nie pozwalamy sobie zjeść danego pokarmu nawet okazjonalnie.

W moim odczuciu zaburzenia odżywiania zaczynają się w momencie, w którym jedzenie powoduje, że czujemy się nieswojo. Kiedy nie potrafimy przestać kontrolować tego, jak wygląda nasza sylwetka oraz jaki dokładnie produkt spożywamy. Kiedy myśli o jedzeniu lub sylwetce zaczynają pochłaniać większość naszego czasu, co prowadzi do rezygnacji ze swoich pasji oraz relacji.

Joanna Białas

Dietetyczka oraz psychodietetyczka, swoją praktykę prowadzi pod aliasem Biała Sowa. Na co dzień pracuje z osobami, które chcą naprawić swoje relacje z jedzeniem. Jej misją jest poprawa jakości życia osób chorujących na zaburzenia odżywiania poprzez przywrócenie prawidłowych nawyków żywieniowych oraz pomoc w akceptacji siebie.