sfera dialogu

Z perspektywy matki. O zaburzeniach odżywiania oczami rodzica

Rozmowa matki i córki, czyli o przeżyciach rodzica związanych z chorobą dziecka.

25 kwietnia 2021 • 1 minut czytania

Kiedy choruje dziecko, choruje też rodzina. Opowieść na temat zaburzeń odżywiania z perspektywy matki jest – o czym należy uprzedzić najbardziej wrażliwe jednostki – bardzo emocjonalnym przeżyciem. Paulina, która przez wiele lat cierpiała na bulimię, zdecydowała się podjąć ten temat po latach w wywiadzie z własną mamą. Ten szczery dialog to nie tylko bardzo wnikliwy wgląd w doświadczenie zmartwionego rodzica. To także historia o tym, że aby okazać wsparcie tym, których kochasz, musisz zadbać również o siebie.  

Czy pamiętasz moment, w którym zorientowałaś się, że coś w moim zachowaniu Cię niepokoi?

Uczyłaś się wtedy w innym mieście i nie widziałam Cię na co dzień, przez co trudniej było mi wyłapać niepokojące sygnały. Jednak kiedy przyjeżdżałaś do domu na weekendy, zauważyłam, że stałaś się bardzo wycofana i nieobecna, wręcz apatyczna. Byłaś nieustannie zmęczona i śpiąca. Zamykałaś się w pokoju i gdyby nie moje propozycje spędzenia wspólnie czasu, to prawdopodobnie nie wyszłabyś z niego przez cały dzień. Zauważyłam też, że nie masz już potrzeby przebywania z rodzicami. Pamiętam, że poczułam się odrzucona.

Potem zaczęły się problemy w szkole. Wiele sytuacji przerastało Cię i zupełnie traciłaś kontrolę nad obowiązkami. W tamtym momencie zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, że to może być spowodowane zaburzeniami odżywiania. Nie umiałam przyjąć do siebie, że dzieje się z Tobą coś złego. Nie mogłam zaakceptować Twojego zachowania i faktu, że już nie wiem jak z Tobą rozmawiać. Bolało mnie, że przestałyśmy czuć się nawzajem.

To prawda. Zwłaszcza że długo odbijałam wszystkie Twoje pytania o mój stan. Zaprzeczałam każdej sugestii i utwierdzałam Cię stanowczo w przekonaniu, że wszystko jest dobrze. Do czasu, w którym nie miałam już siły dłużej sama z tym walczyć. Czy pamiętasz swoją reakcję na rozmowę, w której przyznałam się do problemów z jedzeniem?

To był dla mnie wstrząs. Najbardziej poruszyło mnie, kiedy opowiedziałaś, jak wygląda Twój dzień i jak tak naprawdę funkcjonujesz. Mówiłaś, że masz napady kilka razy dziennie. Byłam przerażona faktem, że objadasz się do granic wytrzymałości, po czym prowokujesz wymioty. Z drugiej strony pamiętam, że w tamtym momencie byłam szczęśliwa. Zdaje sobie sprawę, jak dziwnie to teraz brzmi, ale wtedy ujrzałam światło w tunelu.

Długo czułam, że coś się dzieje, ale nie wiedziałam konkretnie co. Zastanawiałam się, w jaki inny sposób mogę do Ciebie dotrzeć. Nasze relacje stały się sztuczne, czułam się wykończona faktem, że nie umiem wyczuć własnego dziecka. Dlatego wtedy, kiedy pierwszy raz otworzyłaś się przede mną i powiedziałaś, co się dzieje, poczułam niesamowitą wdzięczność, bo wiedziałam już, z czym się mierzę. Moją pierwszą myślą było pytanie: „Od czego ja mam zacząć? Jak mam Ci pomóc?”

Gdzie zaczęłaś szukać pomocy?  

Miałam świadomość, że mieszkając w małej miejscowości, będzie mi trudniej znaleźć pomoc, zachowując przy tym dyskrecję.  Zastanawiałam się, czy znam osoby z podobnymi doświadczeniami, które mogłyby mi podpowiedzieć co robić i jak rozpocząć poszukiwania. Pytałam bliskich znajomych, czy nie znają zaufanego specjalisty. Jedna osoba przekazała mi kontakt do kobiety, która zmagała się z podobnymi zaburzeniami i to ona poleciła mi swojego lekarza. To był pierwszy krok. Potem już było łatwiej, bo jeden lekarz polecał kolejnych.

Czy szukałaś pomocy również dla siebie?

W ogóle o tym nie myślałam. Długo byłam skupiona tylko na Tobie, żeby jak najlepiej Ci pomóc. Całą swoją energię wkładałam w poszukiwania specjalistów, których poczujesz i z którymi będziesz chętna zacząć leczenie.

Dopiero po długim czasie doszło do mnie, że sama nie do końca radzę sobie z sytuacją, w której się znalazłam. W rodzicach jest taka blokada, która powoduje, że często duszą w sobie emocje, bo chcą być silni dla dziecka. Prawda była taka, że grałam przed Tobą twardą osobę, która trzyma to wszystko mocno w garści. Nie chciałam pokazywać Ci, jak mocno mnie to dotyka, bo bałam się, że utrwali to w Tobie poczucie winy. Zależało mi, żeby moja energia była dla Ciebie największą podporą. Jednak moje ciało zaczęło się buntować. Po długim czasie zdecydowałam się na pomoc psychologa. Teraz już wiem, że powinnam była sięgnąć po nią dużo wcześniej.

Nigdy nie spytałam Cię o to, jak się wtedy tak naprawdę czułaś.

Prawdopodobnie i tak nie powiedziałabym Ci całej prawdy. Zabrakło nam takiej rozmowy. Teraz, po kilku latach zrozumiałam wiele kwestii. Czułam się po prostu winna. W mojej głowie pojawiały się myśli, w których miałam sobie za złe, że w pewien sposób przyczyniłam się do Twoich zaburzeń. Wypominałam sobie sytuacje, w których reagowałam złością na Twoje wycofanie. Próbowałam wyłapać w pamięci momenty, które przeoczyłam. Myślę, że wielu rodziców w podobnych okolicznościach najpierw doszukuję się błędów w sobie.

Mamy jakąś wizję tego, jak chcielibyśmy, żeby wyglądało życie naszych dzieci. Jednak nikt nie jest przygotowany na chorobę. Nie ma jednej uniwersalnej recepty na odnalezienie się w takiej sytuacji.

A czy towarzyszyły Ci jakieś powracające myśli związane z moją chorobą?

Natrętne myśli występowały najczęściej, zanim dowiedziałam się, że cierpisz na zaburzenia odżywiania. Kiedy rozpoczął się proces leczenia, a ja już znałam wroga i mogłam go konkretnie nazwać, poczucie bezradności zniknęło. Nie zakładałam, że może być gorzej. Wręcz przeciwnie – wiedziałam, że jesteś w dobrych rękach i bardzo wierzyłam w specjalistów, którzy zajęli się Twoją terapią.

Czy mój stan wpłynął na Twoją samoocenę i poczucie własnej wartości?

Bardzo je nadszarpnął i długo nie mogłam przepracować wielu przekonań, które w tamtym okresie zakorzeniły się w mojej głowie. Aby łatwiej poradzić sobie z takimi spadkami, konieczna była pomoc z zewnątrz.

Jak radziłaś sobie w trudniejszych momentach? Czy miałaś coś, co przynosiło Ci ukojenie?

Na samym początku uciekałam w pracę. Zatraciłam się w ciągłej aktywności, jednak to nie jest długoterminowe rozwiązanie, bo bardziej tłumi emocje, niż daje im ujście. Później zbawienna okazała przede wszystkim rozmowa, bo musiałam to z siebie wyrzucić. Mam to szczęście, że mogłam zwierzyć się bliskim mi osobom. Kiedy już znajdziesz kogoś, komu ufasz i możesz być z nim szczera, każda rozmowa daje ukojenie.

Pamiętam, że u mnie było podobnie. Od momentu, w którym przełamałam barierę i zaczęłam mówić wprost o mojej chorobie, w terapii nastąpił progres. Jak moje zaburzenia zmieniły naszą relację?

Cała ta droga, którą razem przeszłyśmy, mocno zacieśniła naszą więź. Bardzo ceniłam sobie Twoja szczerość w trakcie leczenia. Pamiętam, jak opowiadałaś, że nadal wymiotujesz, ale już zdecydowanie rzadziej. Przecież mogłaś skłamać, że już nie masz ataków, aby mnie nie martwić. Twoja odwaga w mówieniu prawdy bardzo mnie wtedy podbudowała.

Co powiedziałbyś sobie z perspektywy czasu na początku mojego leczenia?

Nie obwiniaj siebie tak mocno, bo nie masz wpływu na wszystkie czynniki i bodźce, na które narażone są Twoje dzieci. Przepracowałam to dopiero z czasem podczas rozmów z psychologiem. Przypomniałabym sobie także, aby nigdy pochopnie nie oceniać osób cierpiących na zaburzeniami odżywiania. Zawsze wydawało mi się, że problem mnie nie dotyczy. Dopóki nie dotknął mnie bezpośrednio. Wtedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo mogę się mylić w wyniku niewiedzy.

Myślę też, że bardziej skupiłabym się na szukaniu pomocy i wsparcia – w tym dla siebie. Nie przestałabym na jednej drodze leczenia, tylko spróbowała kilku, aby znaleźć tę, na której będziesz czuła się najlepiej.

Opierając się na własnym doświadczeniu, czy jest coś, co mogłabyś przekazać innym matkom, które mierzą się obecnie z zaburzeniami odżywiania dziecka?

Każde dziecko jest inne i wiem, że często trudno jest do niego dotrzeć, ale najważniejsze jest to, aby w tej drodze nie ustępować. Szukaj sposobów na złapanie kontaktu, byleby nie stracić Waszej więzi. Nie odrzucaj dziecka, tylko dlatego, że nie wiesz jak poradzić sobie z jego problemem. Poznaj mechanizmy choroby, aby swoim zachowaniem nieświadomie nie pogłębiać jej objawów! Szukaj informacji na temat zaburzeń i jak najlepiej poznaj ich wszystkie aspekty. Nie zapominaj, że aby być źródłem wsparcia dla swojego
dziecka, musisz pomóc także sobie.

A jak rozmawiać z dzieckiem o zaburzeniach odżywiania?

Nie oceniaj i nie komentuj jego wyglądu ani objawów choroby. Postaraj się być otwarty na to, co i jak komunikuje Ci dziecko, bez wysuwania pochopnych wniosków. Poświęć mu swoją uwagę i czas. Nie bój się rozmawiać o uczuciach. Pytaj, jak możesz mu w danym momencie pomóc, albo czy jest coś, co możesz dla niego zrobić. Czasami zwykłe powiedzenie –  „jestem z Tobą” – ma największą siłę.

Paulina Plewa

Studentka wydziału Grafiki i Komunikacji Wizualnej na Uniwersytecie Artystycznym w Poznaniu, gdzie w pracowni kierunkowej posługuje się warsztatową techniką linorytu. W sezonie letnim pracuje z dziećmi w szkole surfingowej na Półwyspie Helskim, gdzie stara się zaszczepić w podopiecznych miłość do sportu i rozwijać ich wyobraźnię poprzez warsztaty artystyczne. Jej misją jest szerzenie treści na temat zaburzeń odżywiania, które opiera na własnym doświadczeniu, oraz potrzeba wsparcia osób zmagających się z chorobą.